szybko – szybko – wolno

szybko – szybko – wolno

Ostatnio zafascynowało mnie podejście slowslow life, slow fashion, slow food (nieco mniej :)) i nawet w pracy ukułyśmy określenie slow evaluation 🙂 Istotą wszystkich tych kwestii jest prostota. Dochodzę jednak do wniosku, że upraszczanie w gruncie rzeczy jest szalenie trudne.

Otóż początkowo wydawało mi się, że dążenie do prostoty to odzieranie się z kolejnych, zbędnych warstw. A to nie moich potrzeb, a to nie moich celów czy dążeń, a nawet momentami nie moich idei. Część z nich ktoś mi włożył do głowy, a część jakoś swobodnie się przyplątała. Że to trochę jak zdejmowanie kolejnych warstw niepotrzebnej odzieży. Lekkość – oddech – świeżość.

Jednak każde odzieranie niesie w sobie element podejmowania decyzji – o tym gdzie jest Twoje serce, do czego Ci bliżej, co ostatecznie wybierasz jako ważne. Slow każe zwolnić, ale w gruncie rzeczy po to, by przemyśleć każdą kwestie dokładnie i bez presji. I tu pojawia się trudność.

Codzienność – nie wiem jak Wasza, ale moja zdecydowanie – jest fast. Latam wszędzie i za wszystkim, nieustannie wybieram spośród wielu różnych opcji, często towarzyszy mi poczucie winy, że wybieram jedno kosztem drugiego. Mnogość decyzji tak często podejmowanych gubi i na pewno męczy. Ale jednocześnie jest płaszczem ochronnym przed dokonywaniem naprawdę ważnych wyborów. W szumie informacyjnym każdego dnia często umyka istota. Biegnę, by wykonać zadania, a zapominam czemu się ich podjęłam. Jednak kiedy slow podpowiada mi: zwolnij i wybierz tylko to co konieczne, zaczyna się niełatwa konfrontacja z podstawowymi i najtrudniejszymi pytaniami. Co jest ważne w życiu? Czemu poświęcam czas? Co zyskuję i czy to aby na pewno mi służy? Kto jest dla mnie ważny – najważniejszy? Za czym chcę pójść? Co oddam, a co zatrzymam na zawsze? Ile mogę poświęcić?

I wtedy slow questions naprawdę okazują się arcytrudne.

A kiedy już wobec nich stanę z całą powagą a czasem też bezradnością, to okazuje się, że jak by nie drążyć, nie odzierać i nie analizować, to zawsze na końcu gdzieś pojawia się Bóg. Nawet nie tyle, że On mi udzieli odpowiedzi, ale On jest odpowiedzią.

Ale określenie slow God się nie przyjmie, bo jest niepotrzebne. Istotą Boga jest przecież prostota miłości wzajemnej – to jednocześnie i pełnia i skromność. I ani joty nie da się z tego ująć i ani joty nie można dodać. 🙂

Zdjęcie: Moving fast (CC BY-SA 2.0) Nic McPhee

komentarze 3

  1. Robert · 3 grudnia 2015 Odpowiedz

    Yo!

    Bardzo mądre to, co tu napisane zostało… Nie pojąłem jeno, co oznaczają te różne zagraniczne wyrazy, których tu się trochę pojawiło… 🙂

  2. Asia Lisiecka · 4 grudnia 2015 Odpowiedz

    Slow writing = pisanie tylko tego co istotne, zwięzłe, ale trafione w samo serce! Tak mogę nazwać ten artykuł? Świetny, bardzo na czasie, przynajmniej dla mnie! Dziękuję 🙂

  3. Magda Szostakowska · 25 maja 2016 Odpowiedz

    Asia, dzięki 🙂 Przepraszam za takie opóźnienie z komentarzem, ale właśnie przytłoczyło mnie totalne fast!

Dodaj komentarz