Magda Szostakowska

Tak to do taktu wciąż taktu nam brak

Opadł taneczny kurz. Obcasy i garnitury znowu zasilają szafy. Czas zakończyć bal!

Bolące stopy, zmęczone spojrzenia i zaróżowione policzki na myśl o tym, jak upłynął karnawałowy bal. Wszystko jakieś takie odświętne, wyjątkowe. Doniesienia z czasu przygotowań wskazywały na to, że wielu mocno się przejęło tym wydarzeniem.  I słusznie, bo potrzebujemy czasu zwykłego i czasu odświętnego, który obfituje we wrażenia i niekiedy przesadne wręcz formy (dlaczego jest to ważne, ładnie napisał onegdaj polski socjolog Florian Znaniecki) :-).

Odświętny strój skłania do innych zachowań – panowie w garniturach od razu stają się elegantami, panie nawiązują zachowaniem do dobrze wychowanych pensjonarek. Czy to źle? Przeciwnie – doskonale! Nie wiem jak wy, ale ja to lubię 🙂

Co się jednak dzieje, gdy wkraczamy w normalność a odświętne zachowania zostają za drzwiami aż do kolejnego balu? Ano … często pozostaje bylejakość. Nie mówię o stroju, bo o ten obecnie dbamy czasem aż przesadnie – ale zachowanie? Te wszystkie maniery, ukłony i skinienia, które nadają szyku i galanterii.  A choć niewiele kosztują z takim trudem się na nie zdobywamy… W codzienności rzadko sięgamy po te formy, bo wydają się nam one nieco zmurszałe.

Tak to do taktu wciąż taktu nam brak

Ostatnio przeczytałam, że furorę robią szkoły dobrych manier. Kolejno w Warszawie, Krakowie i Gdańsku otwierane są kuźnie adeptów sztuki savoir-vivre. Moda to czy potrzeba? Okazuje się, że wielu młodych dorosłych jest zagubionych w świecie dobrego wychowania. Potrzebują porady, jak poruszać się w rewirach konwenansów czy chociażby bankietów, na które bywają zapraszani.  Widać więc, że we współczesnym wychowaniu czegoś brakuje. Jest jakaś luka, której nie zastąpi ani aktualna specjalistyczna wiedza, ani nowinki psychologiczne. I choć wszechstronnie wyedukowani i wygadani czasem okazuje się, że nie wiedzą komu kiedy wypada podać rękę, kiedy jakie zastosować sztućce czy w jaki sposób przyjąć krytykę od przełożonego.

Tak to do taktu wciąż taktu nam brak

Sama często łapię się na tym, że sobie odpuszczam chociażby w sferze języka jakim się posługuję, filmów jakie oglądam, czy książek po jakie sięgam (właśnie namyślam się nad słowem odpuszczać, którego użyłam, czy aby stosowne). Kiedy chce się wtopić w tłum nie będę przecież mówić Kochanowskim. Z drugiej strony skoro można mówić tekstami z kabaretów to tylko kwestią naszego wyboru jest to, do jakiego tekstu, bądź co bądź literackiego, się odwołujemy. Nie chcę być źle zrozumiana – nie nawołuję do stosowania manier rodem z XIX wieku, gdzie do opery nie wypadało przyjść okrytym inaczej niż tylko naturalnym futrem (byle nie z królika sic!) czy rozwiązywać spory wedle Kodeksu Boziewicza. Te czasy już minęły, ale obserwuję erozje i mniej wyszukanych zachowań. Notorycznie ktoś spóźniony wchodzi na rozpoczęte już spotkanie bez słowa przepraszam zajmując miejsce jakby należało mu się ono bezwarunkowo. W kinie czy teatrze cały rząd podrywa się niezgrabnie bo rzeczony spóźniony Dyzio nie odmówi sobie przyjemności zajęcia środkowego miejsca. Odbieranie telefonu podczas wspólnych spotkań/rozmów – bez słowa przepraszam i te rozmowy teatralnym szeptem – to prawdziwa zmora a w niektórych środowiskach już norma. Wysyłane pod stołem SMS-y i nieustanna uwaga poświęcana swojemu smartfonowi zamiast spoglądania w oczy rozmówcy – to też standard.  W porządku, ostało się przepuszczanie kobiet w drzwiach, ale jak zachować się na schodach – iść przed czy za dziewczyną? Dziewczyny z kolei – wiecie jak wysiadać z auta w sukience? W sklepie przy kasie coraz rzadsza wymiana uprzejmości w stylu „dzień dobry”, „dziękuję” i „do widzenia”. To zaledwie drobnostki, ale…

Tak to do taktu wciąż taktu nam brak

My w Oazie dużo mówimy o kulturze – jednak wszystko co jej dotyczy zamykamy w haśle „Nowa Kultura”. Gorączkowo próbujemy nadawać nowe znaczenia starym pojęciom. Mówimy o godności w kontekście wolności człowieka, wspominamy wspólną zabawę w kontekście trzeźwości. A gdyby tak obok nich zacząć propagować wolność od grubiaństwa? Gdyby pomyśleć o wolności od złego smaku czy gustu? Pewnych słów czy gestów przecież nie należy używać nie ze względu na naszą świętość ale dobre wychowanie. Widać, że niektóre rzeczy w kulturze się nie starzeją. Moda czy style w sztuce przemijają – żywią się nowością. Jednak normy zachowań to pewna stała, której rozumienie naprawdę jest przydatne ale i czyni świat przyjemniejszym.

W tym wymiarze Nowa Kultura akurat mogłaby nosić posmak starej i nikomu zaręczam by to nie szkodziło!  🙂

 Zdjęcie: Kittens and Flowers for the Ewoks (CC BY-NC-SA 2.0) Stéfan

6 komentarzy

  1. Magda, jak dorosnę, to chciałbym być trochę jak Ty: nie przyzwyczajać się do średniactwa, nawet jeśli będzie ono dla wielu szczytem.

  2. Yo, miła niewiasto 🙂

    Faaajne… 🙂

    To jak z tymi schodami się trzeba zachować, bo nie wiem….?
    Coś tam mi się tylko kojarzy, żeby może nikogo ze schodów nie spychać 🙂 To taka podstawowa zasada chyba.
    A jak jest dziewczyna, to chyba zależy, czy idzie się po schodach w górę, czy w dół? Żeby złapać jakby co…? Ale nie wiem, tak mi się tylko coś kiedyś chyba obiło o ucho 😉

    A teraz (w ramach miłości bliźniego oczywiście :P) zatroszczę się o to, żeby powyższy tekst, który i tak już jest niezły, zbliżył się do doskonałości jeszcze bardziej 🙂

    No bo „kodek” to chyba jakiś program zdolny do przekształcania danych… Do odtwarzania filmów kiedyś było (i może nadal jest?) takie coś potrzebne 🙂 Nie wiedziałem, że pan Boziewicz był autorem jakiegoś kodeka 🙂
    Natomiast co do innego, chyba bardziej znanego dzieła tego pana, to wydaje mi się, że jeszcze gdzieniegdzie, w ograniczonym zakresie – ma on zastosowanie 🙂

  3. Robert 😉

    O schodach pamiętasz na pewno, bośmy wspólne nauki w tym zakresie pobierali na plebanii na Ratuszowej 😉

    A co do doskonałości tekstu – cóż już jest idealny, skoro tak twierdzisz 😉

  4. Na plebanii…?

    Nie nie nie, to na pewno nie byłem ja, ja niczego takiego nie pamiętam 🙂
    Pamiętam tylko, że tamte schody skrzypiały…
    Czy skrzypienie schodów ma wpływ na pożądane zachowanie?
    Jeśli skrzypienie przekracza dajmy na to 80 decybeli, to czyż mężczyzna nie powinien nawet w górę pójść pierwszy, żeby ewentualnie pod nim się najpierw zapadło?
    🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.