Trzecia droga

Trzecia droga

Rozglądam się dookoła i widzę coraz więcej sytuacji, w których każą mi opowiadać się za lub przeciw. Wybierać wyraźnie, dookreślać linie demarkacyjne. A ja zawsze z uporem maniaka staram się wspinać na tę barykadę, by szukać tego, co nas połączy – miejsca, gdzie możemy się porozumieć. Mam więc dylemat!

*

Nie jest wielką tajemnicą, bo każdy z nas tego doświadcza na co dzień (traktują o tym poważne i mniej poważne publikacje), że zostaliśmy niejako złapani w pułapkę – przymusu wybierania.

Na wielu płaszczyznach – na płaszczyźnie konsumpcjonizmu jest to posunięte do granic wytrzymałości ludzkiej percepcji. W świecie tysiąca symetrycznych ofert, wyłuskanie tej najlepszej graniczy z cudem i jest powodem wielu frustracji. Ale i w świece idei, których współczesny świat jest również pełen, wybór staje się codzienną koniecznością. Dlaczego jednak wciąż wybierać przeciw, a nie za czymś, ku czemuś?

*

Jedno wiem, i innych objawień

Nie potrzeba oczom i uszom —

Uczyniwszy na wieki wybór,

W każdej chwili wybierać muszę [1]

*

Nawet stając tylko na gruncie Kościoła jestem zmuszana do wyraźnej identyfikacji. W kontekście chociażby zakończonych ŚDM, czy różnych kampanii przetaczających się przez media, a nawet słów Papieża Franciszka nieustanie muszę stawać przeciw komuś lub odwrotnie. Już słyszę zarzut relatywizmu, który niekiedy, jak toporem, chce odrąbać mi zdolność samodzielnego myślenia i pozbawić prawa (danego mi przez Stwórcę) wolnego wyboru.

Inną sprawą jest to, że często nie chce nam się podjąć wysiłku, by samodzielnie poszukać informacji i dokonać rzetelnej analizy. A wszystko po to, żeby mieć pogląd, który jest jakoś ugruntowany w faktach, danych. Przyjmujemy gotowe opinie – krótkie, zdawkowe, pełne półprawd, ale dobrze brzmiące. One stają się czasem naszą zbroją. Często jednak okazuje się, że lądujemy na myślowych manowcach, gdy widać wyraźnie, że zostaliśmy zmanipulowani.

*

Moją granicą jest miłość i tej nie chcę przekraczać, a wszystko inne jest ponad to. To banał, którego jednak wciąż muszę w sobie bronić.

Blachnicki mądrze wskazywał 5 źródeł światła – rozum, sumienie, Słowo Boże, Jezus Chrystus i Kościół – świadomie ustawiając je obok siebie – nie tworząc gradacji. Każde z nich ma nam służyć i być naszą busolą – to w oparciu o światło mamy tworzyć własne przekonania, podejmować decyzje. Nikt za nas ich nie podejmie – nikt nas też nie zwolni z ich konsekwencji. Dlatego samodzielny, klarowny osąd jest tak ważny.

Moja trzecia droga, to nie wybór w prawo czy w lewo, to nie wybór kościoła toruńskiego czy łagiewnickiego – to wreszcie nie wybór liberalny vs. autorytarny. Moja trzecia droga to stanie frontem do człowieka i jego godności. To rozumne i cierpliwe słuchanie, które pozwoli mi mądrze wybrać za każdym razem, gdy przyjdzie jakieś wyzwanie czy pytanie. Moja trzecia droga to moja własna odpowiedzialność za świat, który tworzę wokół – „zawsze razem a nigdy przeciw sobie” 🙂

 

[1] Jerzy Liebert, „Jeździec”

Zdjęcie: „I Want to Meet You at the Secret Garden…” (CC BY-NC-SA 2.0) Andreas Fusser

komentarze 4

  1. Artur Przybyszewski · 3 października 2016 Odpowiedz

    Stanięcie w opozycji między dwoma biegunami, zaprzestanie używania w relacjach słowa „przeciwko” jest jedną z najtrudniejszych spraw. Stojąc na środku trzeba przygotować się na oklep z dwóch stron i nie oczekiwać, że to się zmieni. Podziwiam Twoją twardość.

  2. Radek · 3 października 2016 Odpowiedz

    Podpisuję się obiema rękoma pod każdym słowem!
    Pozwolę sobie dodać tylko słowa Papieża Franciszka definiujące dwa obozy:
    „(…)pokusa nieprzyjaznej sztywności, to znaczy chęć zamknięcia się w obrębie tego, co napisane (litera) i niepozwalanie zaskakiwać się Bogu, Bogu niespodzianek (duch); w obrębie prawa, w pewności tego, co znamy, a nie tego, czego powinniśmy się jeszcze nauczyć i co osiągnąć. Od czasów Jezusa jest to pokusa osób gorliwych, skrupulatnych, troskliwych i tak zwanych – dziś – tradycjonalistów, również intelektualistów”.
    „(…)pokusa destrukcyjnej pobłażliwości, która w imię złudnego miłosierdzia bandażuje rany, nie opatrując ich wcześniej ani nie lecząc; jest to leczenie objawów, ale nie przyczyn i źródła choroby. Jest to pokusa «ludzi chcących uchodzić za dobrych», lękliwych, a także tak zwanych «zwolenników postępu i liberalizmu»”.

  3. Chania · 3 października 2016 Odpowiedz

    Super! Właśnie to potrzebowałam dziś przeczytać (!!)

Dodaj komentarz