Tsunami dobra

Tsunami dobra

Powstają zazwyczaj w wyniku wstrząsu, gdzieś na głębinach. Poruszenie to sprawia, że zaczynają rozprzestrzeniać się promieniście. Przez tydzień, dwa, a nawet trzy są niemal niezauważalne. Nabierają impetu dopiero tuż przed celem. Gdy zaś do niego dotrą, uderzają mocno i precyzyjnie, nie pozostawiając nikogo obojętnym – Przybyradki.

12 czerwca 2009 roku (piątek) imieniny obchodził Przybyrad (etym. ten, który przynosi radość). Czy jest jakiś święty o tym imieniu? Nic mi na ten temat nie wiadomo (Wikipedii też nie), ale jeśli jest, to stał się tamtego upalnego popołudnia patronem pewnej nowej tradycji w jednej z warszawsko-praskich wspólnot. Tradycji dzielenia się radością. Przybyradki to bowiem nic innego jak listy (nawiązujące do instytucji „listów wdzięczności” z rekolekcji). Czasem bardzo krótkie. Listy, w których zauważamy, doceniamy i dziękujemy za to wszystko co jest piękne i wartościowe w ludziach, których w ciągu roku formacyjnego dane nam było spotykać i podejmować wspólne zaangażowania. Co istotne, każdy członek wspólnoty przygotowuje Przybyradki wszystkim pozostałym.

Pisanie ich jest nie lada wyzwaniem, zwłaszcza w grupie liczącej ponad pięćdziesiąt osób. Wymaga dobrego logistycznego przygotowania diakonii (ponumerowane listy uczestników, tablice z wiszącymi kopertami dla każdego z nich) i nieustających, także facebookowych, zachęt, by procesu twórczego nie odkładać na ostatnią chwilę, lecz rozsądnie rozłożyć w ciągu trzech tygodni przed końcem oazowej pracy rocznej. Tworzenie Przybyradek jest jednak wyzwaniem nie tylko ze względu na liczbę adresatów. Wymaga bowiem podjęcia trudu dostrzeżenia w kimś piękna. Piękna, które niekiedy nie jest oczywiste. Gra warta jest jednak świeczki, lub kilku kilowatów prądu.

Zadziwiająca jest czasem dynamika bożego natchnienia. Zwłaszcza wtedy, gdy prosty, mało odkrywczy pomysł na wspólnotowe spotkanie z czasem staje się stałym elementem jej życia – tradycją, a po latach odkrywamy, że jego sens jest zdecydowanie głębszy, niż można byłoby się spodziewać na początku. Tak właśnie jest z Przybyradkami. W tym roku po raz pierwszy, tak naprawdę, dostrzegłem ich wielką wartość. Wynika ona, moim zdaniem, przede wszystkim z tego, że prowadzą ku dobru, wdzięczności i prawdzie. Są zachętą (okazją) do odkrywania dobra w bliźnich. To z kolei może być wstępem do wdzięczności za wszystko czym jesteśmy przez nich obdarowani – za konkretne, nawet mało znaczące wydarzenia, gesty życzliwości, za poświęcony czas, bezinteresowną pomoc, za ważną rozmowę, za atmosferę, którą ktoś tworzy wokół siebie, za jego talent i za to, że chce się nim dzielić… za sprawy wielkie i za drobnostki, które warto dostrzegać, o nich pamiętać i za nie dziękować.

Przybyradki są w końcu także potężnym zastrzykiem pozytywnych emocji. Są jak tsunami dobra. Ich lektura przynosi prawdziwą radość. Czasem wzrusza do łez. Zwłaszcza wtedy gdy odkrywamy zupełnie nieznaną lub zapomnianą stronę samych siebie.

Często o tym mówimy, że jedną z podstawowych wartości każdej wspólnoty jest jej rola weryfikacyjna. Że w konfrontacji z innymi ludźmi najlepiej poznajemy swoje cechy. Szkoda tylko, że o tej funkcji wspólnoty wspominamy zazwyczaj w kontekście naszych wad i deficytów. Czyż Przybyradki nie mogą być zatem odpowiedzią na potrzebę weryfikacji, ale pozytywnej?

O naszej słabości i grzeszności wiemy wszak bardzo wiele (jeśli nie wszystko). Mamy jej pełną świadomość popartą codzienną praktyką. Niestety. Konfrontacja tego, co o sobie sądzimy, z tym jak widzą nas inni członkowie wspólnoty może być onieśmielająca, a nawet wstrząsająca. Warto jednak takiej terapii szokowej się poddać i przejrzeć w przybyradkowym lustrze, by dostrzec swą piękniejszą stronę, by odświeżyć nieco własny obraz siebie, by był on bardziej kompletny, bliższy prawdzie.

Gorąco zachęcam, by podjąć to wyzwanie w naszych wspólnotach, pod dowolną nazwą i z dowolnej okazji; świąt, omów, walentynek – jako odtrutkę na ich komercyjny charakter… Warto dać szansę by nas i naszych przyjaciół uderzyły fale tego dobroczynnego tsunami.

Zdjęcie: Pisces Wave Art 5 (cc) Pam Link

Dodaj komentarz