W głąb

W głąb

Czy nieposiadanie potomstwa wyklucza możliwość bycia dumnym dziadkiem? Niekoniecznie.

Jeśli zaciekawił Cię drogi Czytelniku powyższy lid to znaczy, że spełnił on swoje zadanie. Proszę Cię jednak o cierpliwość, zanim do niego powrócę i nieco rozwinę.

„Wypłyń na głębię” (Łk 5, 4) – cytowany po wielokroć fragment homilii św. Jana Pawła II skierowanej do młodzieży lednickiej można interpretować na wiele sposobów i przywoływać przy najrozmaitszych okazjach. Stał się dość powszechnie używanym przez głoszących Słowo Boże wytrychem do serc i umysłów słuchaczy. Popularność ma jednak to do siebie, że nawet najmądrzejsze słowa może sprowadzić do sloganu, od którego bardzo łatwo jest się „odbić”. Paradoksalnie tym bardziej, że sens ewangelicznego wezwania Chrystusa skierowane do Piotra na brzegu Jeziora Galilejskiego, na które powoływał się papież, jest właśnie zachętą do przekraczania stereotypów, porzucania intelektualnych gotowców, nie chodzenia utartymi ścieżkami.

Jest jednak czymś jeszcze. „Na nowo wypłyń na głębię. Odkryj głębię własnego ducha. Wnikaj w głębię świata” – rozwija myśl Jan Paweł II, zapraszając do docierania do prawdy o całej ludzkiej rzeczywistości, do prawdy o drugim człowieku.

Kilka dni temu całą Polskę obiegły słowa Justyny Kowalczyk, która w intymnym wywiadzie opowiedziała o swojej depresji i cierpieniu. Słowa wzbudziły powszechne (jeśli wierzyć relacjom prasy) zadziwienie: nasza złota medalistka nie radzi sobie z życiem? Przyznaję, że choć wyznanie mistrzyni były i dla mnie bardzo poruszające, to o wiele bardziej zszokowało mnie właśnie owo zadziwienie… To Justyna Kowalczyk ma życie prywatne? To ona w ogóle coś czuje?

Przypadek sportsmenki może być nam jednak o wiele bliższy, niż się spodziewamy. Zwłaszcza w Ruchu Światło-Życie, w którym co chwila spotykamy się z „herosami” – naszymi moderatorami, odpowiedzialnymi, animatorami… Ludźmi, którzy wielokrotnie są dla nas oparciem i wzorem. Służą swoją pomocą, poświęcają dla nas czas. Są otwarci, radośni… To on/ona ma jakieś życie prywatne? To on/ona w ogóle coś czuje? To on/ona może być na skraju wytrzymałości?

Wnikać w głębię świata, to znaczy nie pozostawać na powierzchni, nie iść na łatwiznę. To czasami znaczy – okazać troskę o tych, którzy, z pozoru, jej nie potrzebują. Albo (z lenistwa) nie puszczać mimo uszu słów brata, koleżanki, przyjaciela, które są subtelnym, niemal niezauważalnym wołaniem o pomoc, uwagę, rozmowę. Czyż można wniknąć w głębie drugiego człowieka, nie poświęcając czasu na spotkanie z nim? Czy możemy dotrzeć do prawdy o kimś, nie zadając mu pytań, nie wykazując zainteresowania i inicjatywy?

Zaangażowanie w życie drugiego człowieka, wniknięcie w jego głębię, oznacza wzięcie odpowiedzialności. Doskonale wiemy, z czym się to wiąże. Z perspektywy trzech dekad życia mogę jednak śmiało powiedzieć, że nie poznałem piękniejszych, przynoszących więcej dobra i satysfakcji wyzwań do podjęcia.

No dobrze, ale co wnikanie w głębię drugiego człowieka ma wspólnego z byciem dziadkiem, na dodatek bezdzietnym? Z pozoru niewiele. Docieranie do prawdy jednak nie ogranicza się, moim zdaniem, jedynie do poznawania trudnych stron życia, ale wiąże się także z dostrzeganiem tego, co jest w nim piękne i radosne.

Wyznanie Justyny Kowalczyk może być zatem również inspiracją do tego, by zauważać to, co dobre, doceniać sukcesy swoje i innych; swoich dzieci, przyjaciół, podopiecznych, wychowanków… Dziś, gdy patrzę na owoce pracy ludzi, którzy jakiś czas temu zostali powierzeni mojej opiece, to jestem dumny – z tego, jak prowadzą wspólnotę, jak się troszczą o kolejne pokolenia oazowiczów, budują relacje, realizują swoje powołania, zmagają się z trudami codzienności. Jestem dumny z ich dokonań zawodowych, z ich sukcesów osobistych, z rozmaitych inicjatyw, które podejmują – z ich „dzieci”.

Jestem dumnym „dziadkiem” z zachwytem obserwującym dawnych uczestników jako dorosłych, niezależnych, podejmujących odważne decyzje opiekunów, animatorów, odpowiedzialnych, mężów… To jest budujące doświadczenie. Prawdziwa radość. Do uczestniczenia w niej – serdecznie zachęcam wszystkich, obecnych i przyszłych, „dziadków” i „babcie”.

zdjęcie: Jezioro Galilejskie (r) Bartek Pulcyn

komentarze 3

  1. ks. Zbyszek · 11 czerwca 2014 Odpowiedz

    Patrząc na Targówek, to chyba już jesteś pradziadkiem 🙂

  2. Oll · 28 czerwca 2014 Odpowiedz

    Mhm, po tych wakacjach to nawet prapradziadkiem 😉 Wnuczka pozdrawia 😉

  3. Marek M · 4 września 2014 Odpowiedz

    Zmiana pokoleniowa w ozie trwa 3-5 lat. Można sobie policzyć ile lat jest się animatorem i ile pokoleń przeminęło 🙂
    Pozdrawia- młodszy z dziadków 😀

Dodaj komentarz