W opozycji do przyjemności

W opozycji do przyjemności

Opowiem Wam historię.

Był sobie pewien zwykły Grześ. Miał kilkanaście lat i potrzebę zaznania w życiu czegoś świeżego, przetarcia nowych szlaków i spojrzenia w głąb siebie. Krótko mówiąc, trafił do oazy. Poznał nowych ludzi i bardzo mu się tam spodobało, bo było miło i przyjemnie. Potem pojechał na wakacyjną oazę, gdzie spodobało mu się jeszcze bardziej. Były góry, ładne dziewczyny, przyjemne piosenki i fantastyczna atmosfera. Wkręcił się na całego. Zaczął brać udział w akcjach, wyjazdach, rekolekcjach, spotkaniach… Był wszędzie tam, gdzie było fajnie. W pewnym momencie z owego „fajnie” zaczęło wypływać coraz więcej treści; modlitwa stała się codziennością, Pismo Święte – przewodnikiem życia. Grześ z dnia na dzień był bliżej Pana Boga. Z czasem zauważył, że nie jest już tak fajnie jak kiedyś, ale nie przeszkadzało mu to. Dalej jeździł na wyjazdy, nieraz nawet sam coś poprowadził czy zorganizował. Lata mijały. Gdy zaczął dostrzegać coraz większą głębię wiary, gdy poznał sens swojego życia, zapragnął dzielić się tym z wszystkimi. Ale oni nie rozumieli jego intencji. Im było fajnie i nie mieli woli, żeby cokolwiek zmieniać. Wówczas nasz bohater zaczął walczyć z owym uczuciem „fajności”. Tak bardzo chciał, żeby wszyscy dotknęli głębi, której on zasmakował. Zaczął traktować przyjemną atmosferę jak wroga, który stoi między ludźmi a Panem Bogiem. Organizował trudne nabożeństwa, konferencje i medytacje. Wszystko to było długie, nużące i wyprane z emocji, aby pozwolić ludziom zasmakować głębi. Jak łatwo przewidzieć, bardzo szybko w grupie prowadzonej przez Grzesia zostali „sami najtwardsi”. Reszta odeszła i nigdy nie wróciła.

Wielu z nas jest takimi Grzesiami. Animatorzy ruchów, księża, katecheci, lektorzy czy ministranci. Uciekamy od emocji, bo jesteśmy już „ponad to”. Traktujemy ludzi, którzy doświadczają Pana Boga w drugim człowieku, jako kogoś gorszego czy mniej ważnego, tylko dlatego że chcą, żeby było „fajnie” lub „miło”. Uwaga! Oni też mają rację. Trochę miłej atmosfery w świecie, gdzie brak jest odrobiny życzliwości, jest prawdziwym ewenementem. „Kawałek prawdziwej relacji” z człowiekiem również jest działaniem bożym i nie możemy nikomu tego odmawiać.

Oczywiście, zatrzymanie się na emocjach i na „fajności” jest, na dłuższą metę, niedobre. Nie zawsze będzie fajnie i nie można niczego zbudować na samej miłej atmosferze. Piszę jednak te słowa dlatego, że ta skrajność jest już nazwana, opisana i forsowana – WSZYSCY są świadomi, że nie można się zatrzymać na uczuciach. Nie wszyscy jednak wiemy, jak z owej (czasem wydawałoby się, że wyświechtanej) życzliwości skorzystać, aby zaprosić ludzi do spotkania z żywym Bogiem, który objawia się w drugim człowieku. Ja sam często zapominam o tym, żeby zamiast cytatu z Pisma Świętego obdarować kogoś zwykłym, ludzkim uśmiechem.

Zdjęcie: smile (cc) Dasha

komentarze 2

  1. Piotr · 22 października 2014 Odpowiedz

    Ładny uśmiech i dobry fragment zawsze są spoko. 😀 Ale zgadzam się z tym, że nie powinno się przesadzać w żadną stronę. 🙂

  2. Marek · 22 października 2014 Odpowiedz

    Krotki tekst ale udeza w samo sedno sprawy!
    Wielkie dzieki za celne i tresciwe poruszenie tej kwestii!
    Sam wielokrotnie popelnilem ten blad i sam tez zostalem tak potraktowany!

    Wydaje mi sie, ze podobnie wyglada sprawa z podchodzeniem do cudzych problemow.
    Uczen ze szkoly podstawowej mowi: „Stresuje sie, bo mam test 6-sto klasisty”, na co gimnazjalista odpowiadam mu: „Co? Przeciez to nic trudnego! Egzamin gimnazjalny to jest dopiero straszna rzecz! ”
    I tak dalej: matura – sesja – projekt w pracy – slub – …… Kazdy uwaza, ze jego problem najgorszy!
    A tu trzeba pamietac, ze kazdy ma swoja miare! Zarowno w zyciu duchowym jak i innych sprawach!

    (przepraszam za brak polskich znakow…)

Dodaj komentarz