W pogańskim Rzymie

W pogańskim Rzymie

Chrystus bowiem raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. (1P 1, 18)

W pogańskim Rzymie ciężko o spotkanie z Panem twarzą w twarz. Dokoła wciąż kręcą się tabuny ludzi, którzy nie zważają na kościelne sacrum. Nie pomagają ani tabliczki, ani strażnicy stanowczo domagający się ciszy.

Najgorzej jest na Panteonie, czyli w kościele Najświętszej Maryi Panny od Męczenników. Pogaństwo wróciło tam z rozmachem. Nikt nawet nie ma złudzeń, że da się tam odnaleźć chwilę modlitewnej ciszy. Tłumy dzierżących selfie-stick’i wyglądają jak poszukiwania wody prowadzone przez grupę różczkarzy – każdy ma swoją technikę na trzymanie kija i każdy znalazł najlepsze do tego miejsce.

Jednak to właśnie tam, w symbolicznym centrum światowego pogaństwa znajduje się płaskorzeźba, która rzuciła mnie na kolana. Oto gdzieś na marmurowej ścianie, poza centrum zainteresowania kogokolwiek znajduje się XIII stacja drogi krzyżowej. Co jest w niej tak niesamowitego? Przedstawia Chrystusa zdjętego z krzyża i złożonego w ramionach matki. Ale co ciekawe, nie jest to centrum sceny. Uwaga odbiorcy jest skierowana na krzyż. Nie jest on specjalnie wymyślny, raczej prosty, ale to co jest w nim zastanawiające, to sylwetka wiszącego Jezusa, która została w nim głęboko wyżłobiona. Jest to trwały ślad Jego obecności, dowód odkupienia.

Nie ma znaczenia tłum pogaństwa, okropność tego świata, ani nawet moje własne upadki. Jego śmierć na zawsze zostawiła ślad nie tylko na kawałku drewna, ale w każdym ludzkim sercu. Nawet jeśli to serce nie chce, aby wciąż był w nim obecny Ukrzyżowany.

Zdjęcie: Inside the Pantheon (CC BY-NC-ND 2.0) Mike

komentarze 3

  1. Radek · 7 stycznia 2016 Odpowiedz

    Księża z mojej parafii poganami nazywają tych, którzy nie przyjmują ich „po kolędzie”. A przecież to są ludzie ochrzczeni, więc otrzymali niezatarty Ślad-Znamię i to za jaką cenę! Ks. Blachnicki w książce „Sympatycy czy chrześcijanie?” wyjaśnia przyczyny tego zjawiska i podaje rozwiązanie, które łudząco przypomina „rewolucję” papieża Franciszka…

    • Jan Sędek · 8 stycznia 2016 Odpowiedz

      Niestety, jak mawiał ks. Tischner: „Nie znam nikogo, kto stracił wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale znam kilku takich, którzy stracili ją po kontakcie z własnym proboszczem”.
      Dzięki Bogu nie wszyscy proboszczowie tacy są. I również dzięki Bogu dostaliśmy takich wspaniałych ludzi jak ks. Blachnicki lub ks. Perini – którzy budowali i poprzez swoich naśladowców nadal budują wizję odnowionej parafii. Ja ostatnio zachwyciłem się ideą parafialnych komórek ewangelizacyjnych. Jeśli nie spotkałeś się z tym wcześniej, Radku, to polecam Ci zapoznać się z tym tematem – na pewno Ci się spodoba! 😉

  2. Radek · 8 stycznia 2016 Odpowiedz

    „Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi. ” Tak jest w oryginale…
    A idea komórek ewangelizacyjnych jest mi baaardzo bliska – od ponad 15 lat. Nie chwaląc się, mam już na koncie 6 katechumenów…

Dodaj komentarz