Michał Grzybowski

Więzy szlaków błędnych

Życie składa się raczej z okruchów teraźniejszości, które zapadają w pamięć” A. Stasiuk

Krople deszczu miarowo bębnią o blaszany dach. Chmury nabrzmiałe wilgocią ocierają brzuchami o strzeliste iglice świerków. Mgła raz opada, to znów wznosi się. Przyszedł chłód i przedwczesny zmierzch. Wszystkie zdarzenia zapadły w głęboki sen. Taka pogoda zdarza się tylko w górach i trwa zawsze zbyt długo. Można ją tylko przeczekać. Wyruszać na szlak byłoby desperacją. Wtedy zostaje się na miejscu lub szuka schronienia.

Tak mówił. Że najgorzej jest jak pada. Bo nie ma co ze sobą zrobić. Donikąd pójść. Nie pamiętam jego imienia, chociaż pokazywał nam swój dowód osobisty. Był tym zaaferowany, chyba najbardziej rubryką – miejsce zamieszkania: brak. Kazał nam to dokładnie obejrzeć tak, jak gdybyśmy mu nie dowierzali. Gdy nie padało chodził po górach, od kwietnia do października. Miał szałasy, zbierał jagody, grzyby. Czasem ktoś mu coś dał. Żył z życzliwości i uśmiechów ludzi. Pan Ślimak, z całym swoim dobytkiem i domem na plecach, który czasem zostawiał w schroniskach.

I zima też była ciężka – noce spędzał, jak twierdził, na przystankach. Policja przyjeżdżała sprawdzać czy nie zamarzł. Herbata z termosów, śpiwór ze zbrylonym pierzem. Nie mógł kupować denaturatu do palnika – tak mówił. Przepił niegdyś pensjonat dla letników, przepił majątek, przepił rodzinę, wszystko. Ocknął się gdy dotknął śmierci, w szpitalu. Zmarł jego kolega od picia, on sam przeżył i przestraszył się. Już nie pije. Ileś lat, naście. Żałuje. Żyje z dnia na dzień i nie wie co będzie jutro. Może znowu zacznie, nigdy nie czuje się pewnie, ale bardzo nie chce wracać do tego.

Był miły, uprzejmy i bardzo dzielny. Na pożegnanie kupiliśmy mu zupę. I dziś wspominam to spotkanie niby bez sensu i bez znaczenia. Cóż mogę zrobić dla Ciebie nieznajomy, wieczny wędrowcze, nieudany Hiobie? Nie wiem gdzie jesteś ani co się z Tobą dzieje. Obdarzę cię życzliwym wspomnieniem i westchnieniem do Boga. Święty Bracie Albercie, odnawiający zatarty obraz Chrystusa we wzgardzonych i grzesznych, módl się za nami!

A więc pamiętam. Rozumiem, jeśli nie chce Ci się żyć. Wyobrażam sobie, że siadamy dziś razem przy stole pocieszając się gorącą herbatą i myślą, że ja i Ty mamy swoje słabości, ale ostatecznie biorą górę szczęśliwe zakończenia. Tak mi się roi o metafizycznym spotkaniu, w ten dzień jak wtedy. Kiedy krople deszczu miarowo bębnią o blaszany dach.

***

„Wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem” (Mk, 2,15)

Zdjecie: Way of the Takamagahara (CC BY-SA 2.0) Sagra-KS

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.