Michał Grzybowski

Zamek

Schodzę kamiennymi schodami z pochodnią w ręku. Zapuszczam się w mrok i cień pachnący wieczną wilgocią zamarłą w bezruchu czasu. Ostrożne kroki obijają się echem od zimnych, kamiennych ścian podobnie jak stęchlizna, która jednak nie zmniejsza się, nie znajduje żadnego ujścia. Korytarz schodzący w dół jest ciasny, trzeba się pochylić, cały czas zakręca w lewo, owija się wokół siermiężnego sędziwego filara. Nie widać co jest za zagięciem, ale nie jest strasznie.

To raczej miejsce smutne, pełne tęsknoty za minionym życiem, które nie skończyło się nagłą śmiercią, ale dziwnie zawisło, zamarło, zamieniło się w bezbarwny cień, prawie bez nadziei na wskrzeszenie, a może po prostu zostało jakimś sposobem zapomniane i odrętwiało z przerażenia, że może być tak obojętne dla wszystkich i samotne.

Takie miejsca mają w sobie jednak jakąś okruszynę nadziei. W niej zasadza się chyba cały sens ich istnienia. W przeciwnym razie musiałyby zapaść się, zatruć goryczą zapomnienia, unicestwić własnym bezsensem. Tą nadzieją są ci, którzy przychodzą szukać skarbów, którzy idą właśnie tam gdzie nikt nie był i dlatego, że nikt tam nie był. One dla nich śpią jak królewna w wieży czekając na księcia.

Nie widać dalej niż na metr, ale schody już się skończyły, teraz korytarz wiedzie prosto. Właściwie ta droga niczego nie zapowiada. Równie dobrze mogłaby skończyć się murem. Choć z drugiej strony nie mam żadnych poszlak, żeby tak twierdzić, przygotowuję się na to, na odwrót, który boję nazwać się porażką. Zamek, który znalazłem, do którego wszedłem bo po prostu tu był i pojawił się na horyzoncie. Musi mieć jakiś sens ta starodawna twierdza, zrujnowana i zapuszczona, więc szukam go uporczywie. Nagle, po lewej dostrzegam ciężkie, drewniane, uchylone wrota zakończone łukiem u góry, które zapraszają mnie do środka. To chyba jedyny moment, w którym mogę tak powiedzieć, domniemywać, że może jednak nie jestem intruzem. Naciskam dłonią i słyszę skrzypienie.

Wprost osłupiałem ze zdumienia. Znalazłem to czego szukałem. To było dla mnie. Najlepszy prezent jaki mogłem dostać. Starodawne księgi pisane gotykiem kipiące odwieczną mądrością, choć dziś oplecione pajęczyną. Nieco zmatowiałe zwierciadło, stare lustro pokryte grubą warstwą kurzu, w którym nieśmiało majaczyło moje odbicie. Sczerniały kominek, który jednak wciąż stał, gotowy by na nowo zapłonął w nim ogień. Nawet na zimnej, kamiennej posadzce leżały dywany, choć stare i zabrudzone, to jednak całe, nie podarte w strzępy. Poprzez niewielkie okno komnaty wpadały nieśmiałe promyki popołudniowego słońca.

Cierpliwość w poszukiwaniach została nagrodzona. To miejsce wymaga solidnego odnowienia, przywrócenia do życia, ale najważniejsze, że ma potencjał i zdolności do tego by być dla innych. By zachwycać zgromadzoną przez lata mądrością, by emanować ciepłem, by być przytulne, a nawet by można było tu znaleźć własne odbicie.

To nie koniec wędrówki, a dopiero początek. Widać w głębi kolejne uchylone drzwi. A przecież na pewno jest ich tu więcej. Jest także w okolicy wiele innych zamków – niektóre całkiem okazałe i zadbane, inne być może jeszcze bardziej zapuszczone niż ten. I z pewnością nie w mojej mocy uratować wszystkie, ale na pewno mogę zostać odkrywcą choć niektórych. Warto podejmować wysiłek, dla tych chwil, kiedy okazuje się jak wiele dobrych niespodzianek kryje się przed nami, które często pojawiają się jak gdyby osłonięte grubym murem, ale gdy dotrze się do głębi odkrywają się rzeczy wielkie i piękne…

***

To o stykaniu się z ludźmi, którzy w pierwszym odruchu mogą być odrzucający, z wyglądu, zachowania, nałogów, którzy zostali odrzuceni, zapomniani lub sami zgubili się w tym pędzącym świecie. Ale wciąż jest w nich jakieś wewnętrzne dobro, które być może jest głęboko ukryte. Mając cierpliwość i wytrwałość można je odnaleźć. Odkrywanie dobra gdzieś na głębinach. W postaci życiowej mądrości popartej doświadczeniem, dobrych pragnień i marzeń, ciepła i życzliwości. A w niektórych z napotkanych ludzi można na swój sposób przejrzeć się jak w lustrze, zobaczyć wiele prawdy o sobie. Wysiłek jest wart podjęcia. Czasem trzeba tylko wstać z fotela. Przekroczyć próg własnej wygody. Wtedy rozpoczyna się przygoda. Nawet jeśli na początku nie jest łatwo i przyjemnie.

Ze specjalną dedykacją dla osoby, która mnie tym zachwyciła,

Autor

P.S. Chyba nie muszę dodawać, że Chrystus to już zrobił i robi cały czas – wyrusza na poszukiwania.

Zdjęcie: Bodiam Castle (CC BY-NC-SA 2.0) Nick Rowland

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.