Żniwa

Żniwa

Ostatnio byłam na niedzielnej Mszy Świętej w jednej z warszawsko-praskich parafii, dość późno, bo o 20:30. Tego dnia od rana byłam poza domem i mój czas wypełniało dużo zdecydowanie małoniedzielnych zajęć. Wciąż miałam te wszystkie sprawy w głowie, kiedy weszłam do kościoła; byłam sporo wcześniej i okazało się, że trwa adoracja. Bardzo się ucieszyłam uznając, że ta chwila ciszy będzie świetnym podsumowaniem dnia i wstępem do Eucharystii, kiedy nagle – odezwał się natchniony głos prowadzącego modlitwę. Westchnęłam w duchu i podniosłam głowę na ludzi, którzy zachęcani przez ów głos, zaczęli podchodzić bliżej ołtarza. Byłam w kościele od pięciu minut, kiedy – bach! – ujrzałam spoczynek w Duchu Świętym. Pomyślałam: grubo.

Potem, już na Mszy Świętej, okazało się, że prowadzący modlitwę młody chłopak będzie mówił świadectwo w trakcie homilii. Nie mam pojęcia, kim on był. Pierwszy rzut oka pozwolił umieścić mi go w kategorii „dresiwo”. Mówił natchnionym głosem, używał zbyt wielu podniosłych słów, wykonywał niesprecyzowane ruchy rękami (coś jakby rapował) i robił błędy językowe. Brr.

Ale wiecie co? On mówił o Bogu. O tym, jak On zmienił jego życie. Że wyciągnął go naprawdę z dna. Mówił o tym, że Pan Bóg zawsze przy nim był, nawet jeśli on nie zdawał sobie z tego sprawy. I że jest Królem jego życia.

Potem, już na ogłoszeniach, opowiadał trochę o tym, jak teraz ewangelizuje, jak kręci filmy, jak żyje szczęśliwie. Nadal niepoprawnie używał polskiej składni, ale patrzyłam na niego z uśmiechem.

Pan Bóg przychodzi, żeby zakomunikować nam coś ważnego niekoniecznie w taki sposób, który najbardziej przypadłby nam do gustu. Jedno jest pewne – kwestię swojego żniwa powierza naprawdę solidnym robotnikom.

Zdjęcie: Evening harvest (CC BY-NC-ND 2.0) Colin

Dodaj komentarz