Ks. Bartłomiej Kopeć

Dzieło

– Nareszcie gotowe. – Konstruktor z zadowoleniem pogładził eleganckie kształty nowego dzieła. Kontury, choć pociągnięte bardzo zdecydowanie, były niezwykle delikatne. Pomimo całej nonszalancji dzieła, dało się uchwycić ogromną czułość z jaką ręka Konstruktora rzeźbiła kolejne perfekcyjnie wykonane elementy. Jednak największym cudem było wnętrze zwierciadła i to właśnie z niego twórca był najbardziej dumny.

Teraz obrócił czystą, niczym nie zmąconą powierzchnię lustra w swoją stronę i patrzył jak powoli zaczyna się ona zmieniać. Z nicości wyłoniły się pierwsze kształty i kolory. Czym dłużej zwierciadło zwrócone było w stronę Konstruktora, tym wyraźniejszy stawał się odbijany przez nie obraz. Nie trzeba było długo czekać aby w nieśmiałych jeszcze kolorowych plamach dało się rozpoznać samego twórcę. 

Konstruktor uśmiechnął się do siebie zadowolony z dobrze wykonanej pracy. Jednak w tym momencie zwierciadło przekręciło się w lewo a obraz na jego powierzchni natychmiast zaczął blaknąć i zanikać.
– Hej! Przyjacielu! – zawołał zalękniony konstruktor. – Nie odwracaj się ode mnie, proszę!
Zwierciadło zawahało się na chwilę, po czy łagodnie powróciło do pierwotnej pozycji, a obraz twórcy ponownie zaczął klarować się na jego powierzchni. Nie trwało to jednak długo. Już po chwili lustro ponownie wykonało zwrot w jedną ze stron.
– Przyjacielu – próbował delikatnie perswadować Konstruktor – jeśli przestaniesz odbijać mój obraz, to przestaniesz odbijać cokolwiek. A wtedy, obawiam się, całe twoje istnienie po prostu utraci sens. – Te słowa w sposób widoczny zasmuciły twórcę.
Wtem drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem i do środka wpadł uśmiechnięty młody człowiek. – Cześć tato! Co robisz? – krzyknął od progu.
– Sam zobacz. – Uśmiechnął się z dumą Konstruktor. – Oto moje najnowsze dzieło. – I wskazał na zwierciadło.
– Jakie piękne! – szczerze zachwycił się nowoprzybyły. Jednak już po chwili uśmiech opuścił jego twarz ustępując miejsca zaniepokojeniu. – Ale wiesz – zaczął ponownie po krótkiej acz intensywnej obserwacji. – Wydaje mi się być niekompletne.
Twórca uśmiechnął się smutno. – Było kompletne dopóki się ode mnie nie odwróciło. Syn pokiwał głową ze zrozumieniem. – A jak masz zamiar nazwać to nowe dzieło?
Konstruktor jeszcze raz spojrzał na zwierciadło, jego piękne kształty i perfekcję wykonania. – Myślę, że będzie się nazywało „człowiek”.

Zdjęcie (modyfikowane/cropped) Glass Making II (CC BY 2.0) Kojach

1 komentarz

  1. Jako małżonek wolę jednak pierwszy opis stworzenia człowieka: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. ” (Rdz 1,27). Bóg -Trójca -komunia osób, stwarza komunię osób, a nie pojedyńcze indywidua. Na tej bazie JPII zbudował przecież teologię ciała, która według niektórych jest „rodzajem teologicznej bomby zegarowej, której wybuch, z dramatycznymi konsekwencjami, nastąpi gdzieś w trzecim tysiącleciu Kościoła”. To byłby dopiero kompletny, przebogaty w treści obraz, na który nie pada cień moralizatorstwa…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.