Agnieszka Majcher

Międzynarodowy znak

Tegoroczne wakacje przyszło mi spędzić w zupełnie nowym dla mnie miejscu, w realiach bardzo odbiegających od tych, w których żyję na co dzień. Spotkałam tam ludzi, którzy nie rozumieli tego, kim jestem i co robię, ani sposobu w jaki się ubieram i zachowuję. Również ja nie rozumiałam ich trybu życia – ubiorów, zwyczajów, kultury pracy i spędzania wolnego czasu. Oprócz wizualnego wzajemnego niezrozumienia już na początku, dzieliła nas także bariera językowa. Mechanizm był ten sam: oni nie rozumieli mnie, ja nie rozumiałam ich. Jednak tym razem w takiej sytuacji, zamiast gorączkowego poszukiwania słów znanych obu stronom albo prób pokazywania na migi – tamtejsi ludzie sięgali po zniewalającą metodę: szeroko się uśmiechali. Starsza pani w autobusie, przesiadająca się na inne miejsce, żebym mogła usiąść obok mojego męża; mężczyzna na bazarze, podający produkt i przyjmujący pieniądze; osoba na ulicy, zapytana o drogę; mały chłopiec, nieśmiało, choć ciekawie na nas zerkający; handlarz sprzedający swoje usługi. To za każdym razem sprawiało, że mnie, turystkę w obcym kraju, ogarniał błogi spokój. Nawiązywaliśmy niewypowiedzianą nić porozumienia, komfortowej – i jakże przyjemnej! – relacji gospodarza wobec gościa, pozy pełnej otwartości i serdeczności; założenia, że jesteśmy dwojgiem ludzi, z których żaden nie jest wyżej, ani niżej, niż ten drugi; gdzie nie różnicuje nas narodowość, status społeczny ani religia.

W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi” Rz 12, 10

Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” Ga 5, 22

Zdjęcie: Beam (CC BY-NC-ND 2.0) Pauline LVQ

1 komentarz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.