Agnieszka Majcher Artur Przybyszewski Kamil Karzyński Oaza

Oazowicz za 50 lat

Agnieszka: Co wam przyszło do głowy na temat: „Oazowicz za 50 lat?”.

Kamil: Na samym początku nie pomyślałem o samym oazowiczu, ale o KWC za 50 lat. Doszedłem do wniosku, że istnieją dwie możliwości. Pierwsza, dość skrajna, typowo ludzka. Druga, boska, łagodniejsza. Skrajna jest taka, że Krucjata już nie będzie potrzebna, bo problem alkoholowy zniknie. Oznacza to, że zmniejszy się do pewnego poziomu. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki pisał o tym w następujący sposób:

„Trzeba planować zwerbowanie do KWC (w najbliższych latach) takiej liczby ludzi (tj. w przybliżeniu około 10% ogółu ludzi dorosłych w społeczeństwie, czyli +/- 2 miliony osób), która zdołałaby wpłynąć na zmianę obyczaju społecznego i złamać panowanie terroru alkoholowego” (Rozdział V. Strategia KWC).

„A jeżeli nas będzie tysiące, jeżeli nas będzie setki tysięcy, jeżeli nas będzie w końcu w skali narodowej około dwa miliony – dwa miliony odważnych, rozsądnych – wtedy złamie się terror alkoholu. Wtedy upadnie jego potęga. Naród będzie wyzwolony. Zrzucony zostanie ten przymus pijacki, który tak poniża godność naszego narodu” (O Krucjacie Wyzwolenia Człowieka).

Aczkolwiek skłaniam się ku temu, że pojawią się inne zniewolenia i w takim przypadku KWC będzie dalej działać. Tylko, że skupi się na czymś nowym – alkoholizm Polaków nie będzie już największym problemem. Być może nowa forma zniewoleń będzie jakimś rozwinięciem uzależnienia od Internetu i technologii.

Dodam jeszcze jedną rzecz: widzę znaczną poprawę jeśli chodzi o social media RŚŻ. Dziewięć lat temu jak wstąpiłem do Ruchu, to Oaza kojarzyła mi się z kiczem. Teraz jestem dumny z działań RŚŻ i po prostu podobają mi się te dzieła. To na pewno przyciągnie młodych ludzi.

Agnieszka: To fakt. Tutaj jest zdecydowana poprawa. Jednak z drugiej strony – mnie, niejako już oazowego dinozaura, trochę dziwią publikowane w mediach zdjęcia ze spotkań, z rekolekcji, z Oaz Modlitwy. I to, że telefony, które służą do zrobienia tych zdjęć są w użyciu, a nie schowane w plecaku pod stołem.

Artur: Tak sobie myślę, że ty sobie nie wyobrażasz tego, co jest teraz, gdyby miało mieć miejsce dziesięć lat temu. Ale faktycznie, to jest OMSA. A ja zapominam zabrać ze sobą Biblię papierową z domu i w konsekwencji muszę korzystać z Biblii w aplikacji mobilnej…

Agnieszka: I to jest smutne! Odmawianie brewiarza online w autobusie jest spoko. Ale na rekolekcjach?

Artur: Moim zdaniem Słowo jest Słowem.

Kamil: Wiadomo, że jak ktoś nie ma w ogóle, to lepiej, żeby korzystał z aplikacji mobilnej, niż żeby gdzieś z boku stał i nie modlił się.

Agnieszka: A to nie jest dziwne? Nie wyobrażam sobie tego, że animator na OMSA nie ma papierowego Pisma Świętego! Ale niech to będzie pretekst do powrotu do naszej wspólnoty za 50 lat. Tak jak mówicie…

Kamil: Wyzwolić uzależnionych od fejsbuka i internetu!

Agnieszka: Prezentujemy trochę dwa różne stanowiska. Dla mnie, to „wyzwalanie od internetu” to coś niewyobrażalnego, a dla was to jest już normalne.

Artur: My się nie dziwimy.

Agnieszka: Moja pierwsza teza brzmi: „Za 50 lat NIKT się nie będzie dziwił”. Nikt.

Kamil: To może wydarzyć się szybciej niż za 50 lat. Być może za 10 lat. Za 5 lat.

Artur: Już teraz jesteśmy w stanie robić zdjęcia 3D widziane bez odpowiednich okularów.

Kamil: Będą hologramy Blachnickiego tak jak Michaela Jacksona, czy Tupaca.

Artur: Tak jak z Carrie Fisher. To co mnie porwało w Oazie na początku, i dalej jestem tego wielkim fanem, to spotkanie z nowym, konkretnym dla mnie człowiekiem. Spotkanie, czyli rozmowa, czyli dowiedzenie się czegoś o tej osobie, często przez bardzo krótką chwilę. Często przez weekend. Kiedyś były DOMy (Diecezjalne Oazy Modlitwy). To dla mnie było super i totalnie porwało. A także to, że na początku gdzieś była mała grupa, gdzie niekoniecznie musieliśmy podzielić się czymś związanym z fragmentem z Pisma. Myślę, że na początku ta formacja OND bazuje na emocjach, na mówieniu o tym, kim jestem i zajmowaniem stanowiska. To było super. Wyobrażacie sobie np. spotkanie w grupie za 50 lat przez coś co przypominałoby np. Skypa? Jako coś normalnego, a nie sytuację awaryjną.

Kamil: Teraz sobie tego nie wyobrażam.

Agnieszka: Jak sobie o tym myślałam przed naszym spotkaniem, to rzeczywiście może tak być, ale z drugiej strony: czy człowiek nie będzie jeszcze bardziej samotny, niż jest już teraz w świecie mediów? Jest bardzo dużo takich ludzi: samotnych i odizolowanych. Czy za 50 lat nie dojdzie do odwrócenia sytuacji, że będziemy dążyć do tego, żeby się spotkać? Dla takiego przeciętnego człowieka to będzie urzekające w Ruchu: to jest jakaś konkretna propozycja, w której trzeba być realnie, na miejscu. To właśnie ta forma spotkania będzie dla niego atrakcyjna.

Artur: W takim razie musimy być temu wierni. My, jako Ruch, stawiamy na spotkanie twarzą w twarz. I jeszcze, o telefonach: u mnie we wspólnocie zrobiliśmy taką akcję, że wchodząc do sali odkładamy telefon do koszyka. Widzimy ten problem z nagminnym korzystaniem z telefonów, zwłaszcza u animatorów. My jesteśmy pierwsi, którzy dajemy przykład, dlatego ten koszyczek jest dla mnie mobilizacją do tego, żeby odrzucić to wszystko, co jest na zewnątrz. Czyli wszystko co mam w telefonie. Spotkanie zaczyna się od tego, że telefon ląduje w koszyczku i można go wyjąć dopiero po spotkaniu. W rozmowie z kimkolwiek nie da się przebrnąć przez ekran telefonu. Coś co miało być zastępstwem w potrzebie komunikacji, stało się podstawowym wyborem. Twórcy telefonów wychodzili z założenia, że telefony mają być substytutem w sytuacji, kiedy nie można się spotkać twarzą w twarz. A my to wykorzystujemy jako podstawowe medium spotkania.

Agnieszka: Teraz pojawia się pytanie, czy za te 50 lat będzie gorzej, tak samo jak teraz, czy może sytuacja się odwróci?

Kamil: Uważam, że będzie gorzej. Aktualna tendencja w komunikowaniu się za pomocą mediów społecznościowych jest wzrostowa. Będąc w szkole podstawowej w ogóle nie korzystałem z telefonu, ani tym bardziej z komputera, czy internetu. W gimnazjum zacząłem korzystać z komputera i wtedy miałem komórkę z prawdziwego zdarzenia. Skoro teraz technologia rozwija się w tempie wykładniczym, to za 50 lat ten problem będzie przytłaczający. Jeśli my jako RŚŻ nie podejmiemy żadnych działań – lokalnych – żeby przynajmniej kolejne pokolenie animatorów wiedziało, że jest problem, to sytuacja ulegnie pogorszeniu. Jestem przekonany, że w tej kwestii na całym świecie będzie gorzej. Już teraz w Japonii ludzie są samotni i przez to odsetek samobójstw jest ogromny. To wynika z niewłaściwego użytkowania technologii.

Artur: Skupmy się na tym, czy my za 50 lat będziemy Ruchem, który postawi na spotkanie z drugim człowiekiem. Czy my będziemy się spotykać dalej przy kościołach, czy już u siebie po domach? To pytanie zahacza o kwestię tego jak będzie wyglądał Kościół.

Agnieszka: I tego, co będzie z liczbą kapłanów za 50 lat. Moim zdaniem jest to nierozerwalnie związane z oazą.

Kamil: I jeszcze jedna rzecz. Nie tylko z liczbą kapłanów, ale też jakością kapłanów. Obie kwestie są ważne.

Agnieszka: Także tutaj stoją przed nami różne możliwe scenariusze. Trochę filozofując, to bardzo wierzę w to, że dojdzie do odsunięcia kapłanów od zarządzania, a w to miejsce wejdą świeccy, dla których to będzie praca, będą mogli się w to całkowicie zaangażować i zrobić to dobrze. Robiąc miejsce kapłanom na duszpasterstwo.

Artur: Ks. Blachnicki też myśląc o Nowej Wspólnocie jasno pokazywał, że świeccy też powinni się włączyć w sprawy, które wymagają dobrych umiejętności zarządzania.

Kamil: Po prostu w życie parafii – tak całościowo.

 

CIĄG DALSZY (NA PEWNO!) NASTĄPI

Zdjęcie: Lonely Phone (CC BY 2.0) Sarah Laval

1 komentarz

  1. Nie ma o czym dyskutować, bo za 50 lat nie będzie oazowiczów, gdyż RŚŻ idzie drogą, przed którą przestrzegał na KO 2012 zaproszony prelegent Geok Seng Lim na 3 konferencji (http://izydor.tv/ko2012).
    Za to jestem przekonany, że oazowicze w duchu ks. Blachnickiego będą dopiero za 50 lat bardziej potrzebni niż dzisiaj…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.